Przedstawiamy wam dwie wyróżnione przez nas prace w mini konkursie Story Cubes. Dziękujemy wszystkim za udział i gratulujemy zwyciężczyniom.
Obie laureatki zostały nagrodzone podwójnym zaproszeniem do Śląskiego Wesołego Miasteczka. Następna szansa na udział w mini konkursie już w poniedziałek!
Na całym ŚWIECIE znana jest niesamowita historia o kwiecie paproci, który znaleziony
w Noc Świętojańską przynosi niezwykłe szczęście. Z niewiadomych powodów znacznie mniejszy rozgłos zyskała opowieść o zaczarowanym SŁONECZNIKU, który – choć farta nie przynosi – ma inną, całkiem przydatną właściwość, docenianą szczególnie przez kobiety. Ów słonecznik wydaje bowiem na świat niezwykłe ziarna, odejmujące zbędne KILOGRAMY i usuwające kurze łapki wokół oczu. Kwiat ten pozostawał jednak poza zasięgiem wielu NIESZCZĘŚLIWYCH kobiet, gdyż odnalezienie go nie było łatwe. Liczne podania, przekazywane od pokoleń za pośrednictwem bajek na dobranoc czy rozmów przerażonych swą wagą sąsiadek, wspominały o szeregu niebezpieczeństw czyhających na poszukiwaczy magicznego słonecznika. Na co dzień nie rzucał się on zupełnie w oczy, przypominał chwast, rosnącą na polu kapustę czy wyrzuconą w błoto torbę foliową jednorazowego użytku. Jedynie w najjaśniejszą noc miesiąca wiosennego, gdy księżyc dawał blask równy 200-watowej ŻARÓWY, a niebo było niczym wzięte z romantycznych powieści Słowackiego, słonecznik rozkładał swe złote liście w oczekiwaniu na szczęśliwą grubaskę. LOS bywa jednak przewrotny, o czym każdy doskonale wie – im bardziej nam na czymś zależy, tym ciężej to dostać. I tak tysiące smutnych niewiast (mogących swą tuszą bez problemu zawstydzić niejednego profesjonalnego zawodnika sumo), co roku
w wiosenną księżycową noc, wracało do domów jeszcze bardziej przybitymi. Potem, oczywiście, wcinały po tabliczce czekolady – na poprawę nastroju. Męska część gatunku może sobie jedynie wyobrazić te jęki potępieńcze, które towarzyszyły powracającym
do domu żonom, strudzonym bezowocnymi poszukiwaniami. Ich rozpacz była tak potężna, że nie dało się jej zaradzić nawet wysłaniem swej ukochanej na zakupy z pozbawioną limitu KARTĄ KREDYTOWĄ. Zdarzyło się, że jeden z nich miał szczególnie utuczoną małżonkę, o wyjątkowo irytującym płaczliwym wrzasku. Roman STOPA, badacz afrykańskich mlasków, którego uszy niejeden już dźwięk zniosły, na te zawodzenia był po prostu uczulony. Gdy puszysta żona znów wróciła rozpłakana, zasmarkana i pełna pretensji do całego świata, nie mógł dłużej tego tolerować. Wyszedł, trzaskając drzwiami i mlaszcząc pod nosem przekleństwa. W przypływie złości nogi poniosły go nad pobliski MOST, gdzie często wsłuchiwał się w pluski płynącej rzeki – Dramy. Zasmucił się, wiedząc, że identyczna sytuacja powtórzy się w przyszłym roku,
i w jeszcze następnym, i taka go chwyciła tetmajerowska bez brzegu i bez dna tęsknica, gdy patrzył na jasny, niewzruszony księżyc, że aż wspiął się na barierkę mostu, mając w głowie najczarniejszy scenariusz. Już praktycznie miał skoczyć, ostatecznie rozstając się z zawodzącą żoną, (na nieszczęście również z ukochanym słownikiem suahili), gdy zobaczył migotliwe światełko przy brzegu rzeki. – Na świetliki za mocne, więc cóż to może być? – zapytał samego siebie, i kierując się swą naturą naukowca, zbliżył się do intrygującego światełka. Jakież było jego zdumienie i radość, gdy źródłem światła okazały się złote liście słonecznika, o którym wiedział już wszystko z niekończącej się paplaniny żony! Ostrożnie wykopał z ziemi kwiat i zaniósł go do domu, uszczęśliwiając swą żonę ponad wszelką miarę. Sam też na tym skorzystał, bowiem żona już nigdy nie marudziła, co więcej – każdy zazdrościł mu najszczuplejszej w mieście kobiety.
Magdalena Styblińska
Nowy dzień, nowe życie…
Dokładnie rok temu Karola Króla porzuciła ukochana Beatka. Od tamtej pory każdego dnia na jego twarzy malował się smutek. Egzystencja Karola była nudna i monotonna. Dziś jednak postanowił, że dziesiąty kwietnia znów będzie momentem przełomowym, momentem, kiedy w jego życiu znów coś ulegnie zmianie. Tym razem na lepsze!
Król obudził tego ranka wcześniej niż zwykle, gdyż bardzo intensywnie myślał o miłości, która go zostawiła. Pozostało mu więc sporo czasu przed wyjściem do pracy. Zdecydował, że w takim razie zrobi sobie szybki bilans swojego dotychczasowego życia. Szybko zauważył, że minione miesiące bez Beatki były schematyczne – wstawał rano, pił czarną kawę i wychodził do pracy. Po powrocie zjadał kilka kanapek, czasem zamówił jakąś pizzę lub chińszczyznę – uważał, iż nie warto gotować dla jednej osoby. Od czasu do czasu odwiedzał go kumpel ze studiów, Tomasz. Oglądając mecz, wypijali wspólnie jakieś piwko lub dwa, ewentualnie pięć… Gdy nie było przyjaciela, Karol zasypiał samotnie na kanapie przed telewizorem. Tego dnia jednak życie Króla miało ulec zmianie o sto osiemdziesiąt stopni, gdyż miał już dość długich wieczorów na wysiedzianej dawno kanapie. Stwierdził, że postawi na spontaniczność. Na dobry początek kupił wszystkim koleżankom z pracy piękne, pachnące kwiaty. Wszystko było w porządku, póki nie przypomniał sobie, iż w takim razie będzie musiał również zajrzeć do pokoju księgowej, Malwiny. Była to co prawda osoba młoda, jednak jej waga pozostawiała wiele do życzenia. Ten mały mankament zniechęcał do niej mężczyzn. Mimo tego, Malwina desperacko poszukiwała samca, który zaspokoiłby jej potrzeby (kulinarne – ma się rozumieć). Karol stanął przed pokojem rzeczonej kobiety i wszedł – kości zostały rzucone. Chociaż rano obiecał sobie spontaniczność, bał się być zanadto miły, aby koleżanka błędnie nie odczytała jego intencji. Grzecznie przywitał się i wręczył kwiaty. Współpracownica uśmiechnęła się zalotnie i nawet zaproponowała kawę. Uprzejmie podziękował i wrócił
do swoich zajęć. Po skończonym dniu pracy postanowił szybko wrócić do domu, nieco się ogarnąć i dla odmiany wyskoczyć z Tomaszem do miasta, by nie spędzić kolejnego wieczoru przed telewizorem. Niestety, zbytni pośpiech był dla Króla fatalny w skutkach. Jechał rozpędzony samochodem i zaraz za mostem złapała go policja. Funkcjonariusz zapytał o godność zatrzymanego. Mundurowy zezłościł się, gdy otrzymał odpowiedź Król Karol. Pomyślał, iż pochwycony stroi sobie z niego żarty. Gdy delikwent oddał do wglądu swoje prawo jazdy, policjant uśmiechnął się, jednak to nie uchroniło Karola od mandatu
i kilku punktów karnych. Na szczęście to wydarzenie nie zniechęciło go do pracy nad swoim życiem. W końcu dotarł do domu. Zdziwił się jednak wielce, kiedy na wycieraczce przed swoim mieszkaniem ujrzał grudki błota – kiedy wychodził do pracy, przed drzwiami było czysto. Starając się być jak najciszej, wszedł do przedpokoju. Na kafelkach wyłożonych w korytarzu zauważył ślady stóp i stwierdził, że na pewno nie należą one
do niego. Przestraszony zaczął rozglądać się po mieszkaniu w poszukiwaniu intruza. Nagle usłyszał jakieś szelesty w kuchni. Wziął do obrony pierwszą rzecz, jaka była pod ręką – parasol. Zbliżył się do drzwi pomieszczenia, w którym znajdował się nieproszony gość i ujrzał cień sporych gabarytów. W tym momencie Karola ogarnęło jeszcze większe przerażenie. Mimo to, postanowił rozprawić się z włamywaczem. Z wielkim hukiem odtworzył drzwi i zaczął wymachiwać parasolem, co skończyło się rozbiciem żarówki
w lampie. Szybko przestał wykonywać te dzikie ruchy, gdyż okazało się, że przy piecu stoi kobieta. Był to nie kto inny, jak Malwina. Tak, jak Karol się spodziewał – współpracownica źle odczytała jego intencje i pomyślała, że kolega jest nią zainteresowany. W związku
z tym postanowiła go odwiedzić. Gdy przyszła i nikt jej nie otwierał, z ciekawości pociągnęła za klamkę i okazało się, że drzwi były otwarte. Stwierdziła, że wejdzie
i zaczeka. Tłumacząc to wszystko, zauważyła wściekłość na twarzy znajomego. Skruszona przeprosiła za swe zachowanie. Miała już wychodzić, kiedy Król w ostatniej chwili opanował się. Zrobiło mu się żal dziewczyny i postanowił puścić w niepamięć jej zachowanie. Poprosił ją, by razem z nim przyrządziła jakąś dobrą kolację…
Po kilkunastu tygodniach Karol i Malwina zostali parą. Okazało się, że mają mnóstwo wspólnych zainteresowań i świetnie się dogadują. Zaczęli razem biegać, by poprawić kondycję, a także zwiedzać razem świat. Król, gdy spędzał cudowne chwile swoją nową ukochaną, często wspomniał poranek, kiedy postanowił zmienić swoje życie. Wiedział,
że była to jedna z najlepszych decyzji w jego życiu…
Karolina Szubska